Polska Hekatomba

Hekatomba na osi czasu

Data zbrodni:

  • zbiorowa egzekucja w czerwcu 1941 r. ok. 500 ofiar

 


Miejsce zbrodni:

  • Zakład położony był na terenie miejscowości Pravieniškės (Prawieniszki) znajdującej się ok. 25 km od Kaunen (Kowna). Pierwsze wzmianki o funkcjonowaniu zakładu poprawczego w Pravieniškės pochodzą z 1918 r. Od 1929 r. w czasie panowania reżimu Antanasa Smetony było to również miejsce odosobnienia dla przeciwników politycznych.

 


Ofiary:

  • Po wrześniu 1939 r. kierowano do Prawieniszek polskich oficerów i uchodźców wojennych. W okresie dwóch kolejnych okupacji sowieckich (z lat 1939-1941) przebywały tu osoby zatrzymane w trakcie łapanek na obszarze Wileńszczyzny, podejrzewane o udział w polskim ruchu oporu, jak również pospolici przestępcy.

 


Sprawcy:

  • Uzbrojeni strażnicy narodowości radzieckiej i wojsko radzieckie.

 


Okoliczności zbrodni:

W czerwcu 1941 r. podczas wycofywania się wojsk radzieckich z Prawieniszek dokonana została rzeź osadzonych. Strażnicy uzbrojeni w karabiny maszynowe strzelali do 477 bezbronnych więźniów i 21 strażników litewskich. Dzieła zniszczenia dokonały radzieckie czołgi, które ostatecznie wtargnęły na teren obozu. Masakrę przeżyły tylko dwie osoby: więzień narodowości polskiej i strażnik litewski.

 


Warte odnotowania:

Zachowała się dokumentacja zdjęciowa z dokonanej masakry, która stanowi zasób Lietuvos Centrinis Valstybės Archyvas w Wilnie.

Teren zakładu otoczony był płotem o wysokości trzech metrów zakończonym drutem kolczastym. W odległości kilkudziesięciu metrów rozmieszczone były nieoświetlone drewniane wieżyczki strażnicze tzw. „bocianki”. Nad bramą wjazdową do obozu widniał napis w języku litewskim „DARBO STOWIKLA” („MIEJSCE PRACY”). Po lewej stronie za bramą znajdował się pokój przyjęć więźniów, w którym spisywane były personalia przybyłych. Po prawej zaś stronie od bramy wjazdowej znajdowała się izba chorych i murowany budynek administracyjny, który do dnia dzisiejszego jest wykorzystywany jako pomieszczenie dla rodzin oczekujących na widzenie za osadzonymi.

Opis zbrodni znajduje się w powieści autorstwa Józefa Mackiewicza „Nie trzeba głośna mówić”, Warszawa 2017.

 


Źródła:

Lietuvos Centrinis Valstybės Archyvas Vilnius

Lietuvos Ypatingasis Archyvas Vilnius

Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Gdańsk

Bruno Zawieyskiego, Prawieniszki litewska katownia, [w:] Panorama Kresowa 8/98, s. 20 – 21,

Geoffrey P. Megargee [w:] Encyclopedia of Camps and Ghettos, 1933–1945. T. I: Early Camps, Youth Camps, and Concentration Camps and Subcamps under the SS-Business Administration Main Office (WVHA), United States Holocaust Memorial Museum and Indiana University Press, 2009

Monika Tomkiewicz, Więzienie na Łukiszkach w Wilnie 1939-1953, Warszawa 2018.

 

 

Autor: Monika Tomkiewicz

 

 

 

Prawieniszki – czerwiec 1941

 


- Serwus! – usłyszał za sobą. Był to były przewodnik policji, Piątkowski, który go niespodziewanie nagabnął na ulicy. 

- Dzień Dobry. Gdzież pan był te wszystkie czasy? 

- Na tamtym świecie.

- I jak pan stamtąd wrócił?

- Przez zdarzenie. – Piątkowski był rok temu zaaresztowany przez NKGB i osadzony w lokalnym łagrze, w Prowieniszkach na Litwie. – Jak zaczęła się wojna w czerwcu opowiada – to straż drugiego dnia zwiała. Już chcieliśmy wychodzić, zebraliśmy się na placu przez barakami, ale jak to pan wie, człowiek zastraszony, wtedy rusza się jak mucha w kleju. Az raptem widzimy, czołgi idą. Z daleka wszyscy myśleli, niemieckie. Więc radość, kto jaką szmatę znalazł wymachuje w powietrzu. A to okazały się sowieckie, cofające się. Straszna rzecz, ludzie zdupieli, i stali sparaliżowani. Oj, myślę, niedobrze nam będzie… Czołgi wjechały w ogrodzenie, kazano nam wszystkim ustawić się na placu. I my jak bydło, zamiast rozbiegać się, jak zaklęci stłoczyli się w kupę. Wtedy oni do nas z karabinów maszynowych… - Nagle ton jego niefrasobliwego opowiadania uległ zmianie. Widocznie wizja tamtego przeżycia utknęła mu czkawką w gardle, zaczął mówić z trudem: - to było tak: ludzie w kupę zaczęli się zbijać, zbijać, jeden za drugiego się kurczył w śmiertelnym kurczu, i kupą padali jeden na drugiego. Ja już nie pamiętam ani krzyków, ani jęków… Matka Boska… przytomności nie straciłem. Żadna kula mnie dotychczas nie trafiła. No, tak cud. Zwaliłem się z innymi. I jak już wszyscy leżeli na jednej krwawej kupie, bolszewicy podeszli, i kogo jęczał lub ruszał się, tego bagnetem przebijali. A po pewnej chwili zaczęli wołać: „No, kto żyw jeszcze! Nie będziem już więcej kłuć! Kto żyw?” A ja, wiesz pan, tak leżałem bokiem, podkurczony pod jednym trupem, a tuż koło mojej głowy, głowa drugiego trupa roztrzaskana serią z kaem. To ja szybka zapuściłem rękę w jego czaszkę i całą garść mózgów i krwi maznąłem sobie na twarz, i leżę, i dech wstrzymuję… Oni nie mieli dużo czasu. Niemcy, Matce Boskiej podziękować, szli szybko. Bolszewicy wsiedli w czołgi i odjechali.

- I dużo tam wtedy zabili?     

- Z pięćset. Ja, zdaje się, jeden tylko żywy i wyszedłem. 

Szli jakiś czas milcząc.  

 


Józef Mackiewicz „Nie trzeba głośno mówić” Londyn 1993, str. 44-45.

Wstecz
Facebook
Facebook